Zielona fala w Warszawie? Tak, dla piratów drogowych

Puławska

Puławska, Radzymińska, Modlińska. Co łączy te ulice? Na pewno jedno – jeżdżąc po nich zgodnie z przepisami, często trafiamy na czerwoną falę. Pokonanie w niedzielny wieczór trzech kilometrów Puławskiej, wiązało się z zatrzymaniem na dziesięciu czerwonych światłach. Tylko w nielicznych miejscach udało się przejechać na zielonym.

Bardzo dużo skarg kierowców dotyczy tzw. czerwonej fali na ulicy Puławskiej. Postanowiłem to sprawdzić.

Był niedzielny wieczór. Na ulicach mały ruch. Rejestrację przejazdu rozpocząłem od czerwonego światła przed skrzyżowaniem Puławskiej z Domaniewską, zaś skończyłem na czerwonym przed torowiskiem za skrzyżowaniem z ulicą Goworka. W międzyczasie musiałem zatrzymać się na skrzyżowaniach z: Idzikowskiego, Woronicza, Żywnego, Dolną, Dąbrowskiego, Madalińskiego, Rakowiecką i Goworka.

Dzień wcześniej podobny test przeprowadziłem na ulicy Radzymińskiej. Tam na odcinku około 5 kilometrów, czerwone światło zatrzymało samochody na 7 skrzyżowaniach. Na Puławskiej jest zatem dużo gorzej.

Podobne „udogodnienia” dla kierowców są na ulicy Modlińskiej. Jeden z internautów w komentarzu do poprzedniego artykułu ”Las” czerwonych świateł na warszawskich ulicach (
http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/las-czerwonych-swiatel-na-warszawskich-ulicach/sc9q8r
) napisał: ,,Na Modlińskiej (ograniczenie do 60) jest jedna „pradawna metoda” na zieloną falę – jechać ponad 90. Światła działają dokładnie tak samo w dzień, jak o 3 w nocy. Jak okiem sięgnąć żadnego samochodu, a stoimy na każdym czerwonym. I tak przez 15 kilometrów. Chyba, że jedziemy za szybko, wtedy ta sama droga jest pokonana 2-3 RAZY szybciej przy mniejszym spalaniu, bez bezsensownych „postojów”. Słowem sytuacja zachęca kierowców do łamania prawa, bo to jedyne logiczne wyjście z tej sytuacji!”.

Trudno się z naszym czytelnikiem nie zgodzić, choć w żadnym wypadku nie polecam łamania przepisów. Tego robić nie wolno, dla bezpieczeństwa własnego i innych.

Dlaczego zatem tak jest?

Nie dzieje się to przecież w godzinach szczytu i w korkach. Często jest to środek nocy. Stojąc na czerwonym, niejednokrotnie możemy zaobserwować na kolejnym skrzyżowaniu światło zielone. Mało kto jednak na nim przejeżdża, tylko jakieś pojedyncze samochody, które wyjechały z bocznych uliczek. Zdecydowana większość kierowców stoi przecież na poprzednim skrzyżowaniu i czeka, aż zapali się zielone. Jak już sobie ruszą po zmianie świateł, to przed dojazdem do tegoż kolejnego skrzyżowania zapala się…czerwone.

Dlaczego kierowcy jadący przepisową „50″ muszą mieć „pod górkę”, a zieloną falę mają gnający na złamanie karku piraci drogowi? Kierowcy tracą nerwy, cenny czas i pieniądze. Przez to ciągłe zatrzymywanie się samochód przecież więcej pali.

Co na ten temat sądzą internauci?

1 Komentarz

  1. Tez to zaobserowalem wielokrotnie, ze jak sie rusza z kopyta to czesto sie zdazy przejechac kolejne skrzyzowanie na zieleni. Jak sie jedzie zgodnie z przepisami to wtedy sie stoi. Co o tym sadze ? Mysle ze po prostu poprawne zaprogramowanie tylu swiatel przerasta odpowiedzialne za to osoby.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.