Długi weekend w samochodzie i w korku?

Tegoroczna majówka nie będzie zbyt długa. Zapewne mniej osób zdecyduje się na wyjazd, ale będą i tacy, którzy wyskoczą gdzieś na te 3 dni. Niektórzy wyruszą w trasę już w czwartek. Czy znów wcisną „gaz do dechy” i zaczną „cwaniakować” za kółkiem?

Czwartkowe popołudnie i wieczór nie będą należały do łatwych na drogach. Znając życie, część osób urwie się wcześniej z pracy i wyruszy w długą podróż, część „zahaczy” jeszcze o dom i wyjedzie wieczorem. Reszta zapewne w piątek rano. Możemy zatem spodziewać się sporych utrudnień na drogach wyjazdowych z miast oraz na głównych szlakach komunikacyjnych. Każdemu będzie się śpieszyło. „Nerwówka” i korki raczej nieuniknione.

Oby liczne apele o ostrożność poskutkowały. I oby kierowcy jeździli „z głową”. Mam nadzieję, że rozpoczynająca się majówka nie będzie tak tragiczna, jak rok temu. Wg danych Komendy Głównej Policji w czasie ubiegłorocznego weekendu majowego doszło do 369 wypadków, w wyniku których zginęło 36 osób, zaś 457 zostało rannych. Policjanci zatrzymali 1539 kierujących na tzw. podwójnym gazie.

Obawiam się, że tak krótka majówka będzie niestety sprzyjała brawurze na drogach. Każdy będzie chciał jak najszybciej dotrzeć do celu, a później wrócić do domu. I to może powodować nerwowe zachowania i wywoływać agresję. Jadąc na majówki, nie raz obserwowałem swoiste wyścigi aut, w których jechały całe rodziny. Pedał gazu wciśnięty w podłogę, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, omijanie wysepek z lewej strony czy jazda po powierzchni wyłączonej z ruchu. To niestety domena niemałej liczby kierowców, którzy chcą jak najszybciej zjeść rybkę nad morzem czy jeziorem, lub oscypka w górach. Znajdą się też zapewne cwaniacy potrafiący omijać korek poboczem i potem wciskać się na właściwy pas, a nawet tacy jadący na czołówkę i spychający pojazdy z przeciwka na pobocze. Niestety wciąż zbyt wielu kierowców igra z życiem. Choć trzeba obiektywnie przyznać, że w ciągu ostatnich kilku lat poprawiło się bezpieczeństwo na drogach.

Jadąc już nad tę wodę czy w góry, pamiętajmy też o jednej ważnej rzeczy – o odpoczynku. Kierowcy ciężarówek i autokarów muszą przestrzegać norm czasu pracy. W przeciwnym razie płacą kary. Kierowcy osobówek, choć kar nie płacą, to dla własnego dobra powinni co jakiś czas odpoczywać. Przecież po kilku godzinach jazdy non stop oczy same się zamykają i o tragedię bardzo łatwo. Chwilowe przyśnięcie może skończyć się zjechaniem na przeciwległy pas ruchu, do rowu albo uderzeniem w drzewo. Zatrzymajmy się np. co 1-2 godziny na parkingu, rozprostujmy kości. Lepiej dojechać do celu pół godziny później, ale dotrzeć bezpiecznie.

Policja tradycyjnie zapowiada wzmożone kontrole kierowców. W tych dniach o bezpieczeństwo na drogach, oprócz policjantów, będą dbali również inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego. Skupią się głównie na kontrolach pojazdów ciężarowych i autobusów. Inspektorzy sprawdzą w jakim stanie technicznym znajdują się te pojazdy oraz czy ich kierowcy są wypoczęci oraz trzeźwi. Jeżeli inspektorzy zauważą kierowcę pojazdu osobowego rażąco łamiącego przepisy ruchu drogowego, również będą interweniować.

Warto wspomnieć, że na drogach będzie mniej ciężarówek. Kierowcy osobówek powinni się cieszyć, że w newralgicznych godzinach wyjazdów i powrotów nie będzie dodatkowych utrudnień lub spowolnień.

W dniach 1 i 3 maja w godz. 8.00-22.00 oraz w czwartek i sobotę w godz. 18.00-22.00 będą obowiązywać okresowe ograniczenia w ruchu dla pojazdów ciężarowych. Dotyczą one pojazdów lub zespołów pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 12 ton. Są jednak pewne zwolnienia – mogą jeździć m.in. ciężarówki przewożące artykuły spożywcze,  żywe zwierzęta czy towary niebezpieczne. Inspektorzy ITD będą sprawdzać, czy kierowcy przestrzegają zakazu. Kierowcy osobówek będą mieli zatem nieco łatwiej. Choć pewnie bez korków i tak się nie obędzie, bo z uwagi na krótką  majówkę nie ma możliwości rozłożenia wyjazdów i powrotów w czasie. Nie życzę nikomu, żeby gro czasu spędził za kierownicą, zamiast nad wymarzoną wodą.

Bądźmy ostrożni na drodze, dostosujmy prędkość do panujących warunków, nie podnośmy ciśnienia innym kierowcom. Nawet, jeśli pogoda nie usatysfakcjonuje nas w 100% to i tak na pewno spędzimy miło majówkę. Bo na nią dojedziemy i z niej wrócimy cali i zdrowi.

14-latek za kierownicą auta. Wszystko zgodnie z przepisami

Jak widać na poniższych zdjęciach autko z zewnątrz nie różni się zbytnio od normalnego samochodu. Może jest trochę mniejsze od tych małych. Mogą nim jeździć osoby, które ukończyły 14 lat. Tylko czy są one odpowiednio przeszkolone? Czy nie stwarzają zagrożenia na drodze?

Chociaż stosowne przepisy obowiązują już od jakiegoś czasu, zapewne niektórzy o nich nie słyszeli. Ustawa o kierujących pojazdami określiła, że posiadacz prawa jazdy kategorii AM może być kierowcą lekkiego pojazdu czterokołowego. Czterokołowiec lekki to taki mały samochodzik. Waży maksymalnie 350 kg i ma silnik o pojemności do 50 cm3. Jest wyposażony w automatyczną skrzynię biegów i zabezpieczenia typowe dla samochodu osobowego, czyli np. pasy bezpieczeństwa. I co najważniejsze – jego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h. Taki pojazd musi także przejść obowiązkowe crash testy przed dopuszczeniem do ruchu.

Osoba ubiegająca się o prawo jazdy kategorii AM musi m.in. ukończyć 14 rok życia, uzyskać stosowne zaświadczenie lekarskie o braku przeciwskazań do prowadzenia tego typu pojazdów, odbyć szkolenie i zdać egzamin państwowy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. I posiadać stosowną zgodę rodzica lub opiekuna.

Prawo jazdy kategorii AM zastąpiło kartę motorowerową.

Niezmiernie ważne jest, aby młodzi kierowcy zdawali sobie sprawę z zagrożeń związanych z nieodpowiedzialnym zachowaniem na drodze. Nie trzeba chyba nikogo zbytnio uświadamiać, do czego mogą doprowadzić np. „popisy” nastolatków na drodze. Mogą zakończyć się tragicznie.

Dlatego tak ważna jest edukacja dzieci w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Już od najmłodszych lat dzieci powinny zdawać sobie sprawę z zagrożeń czyhających na nich na drogach. Pracownicy i inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego oprócz wykonywania codziennych obowiązków służbowych często odwiedzają szkoły, a nawet przedszkola. Prowadzą specjalne pogadanki i prelekcje na temat bezpiecznego zachowania na drodze.

W poniedziałek w ramach akcji „Bezpieczny gimnazjalista na drodze” zorganizowanej w Wieliszewie pod Warszawą, młodzież z gimnazjum mogła w praktyce sprawdzić znajomość przepisów brd, uczestniczyła też w grach i zabawach edukacyjnych. Inspektorzy ITD rozstawili specjalne mobilne miasteczko ruchu drogowego. W ten przystępny sposób dzieci dowiadywały się o przepisach ruchu drogowego oraz o tym, jak należy zachowywać się na drodze.

Studio_20150427_221539-1Studio_20150427_221453-1-1

 

Jak „kulturalni” omijają korki w Warszawie?

Ulica Wołoska w Warszawie. Korek. Pasem do skrętu w prawo pędzi młody kierowca w sportowym aucie. W ostatnim momencie, już na skrzyżowaniu, wbija się przed maskę samochodu dostawczego i jedzie prosto. Kierowca dostawczaka rozpoczyna pościg i dopada pirata na kolejnych światłach. Przez uchyloną szybę zaciśniętą pięścią próbuje „wymierzyć sprawiedliwość”.

Świadkiem tej sytuacji byłem kilka lat temu. Nie wiem czy agresywny kierowca poniósł jakieś konsekwencje swojego niedopuszczalnego zachowania, ani czy śpieszący się kierowca otrzymał mandat za złamanie przepisów ruchu drogowego.

W Warszawie korki są na porządku dziennym, ale w ostatni czwartek i piątek w godzinach popołudniowo-wieczornych po stolicy jeździło się wyjątkowo źle. Przyczyny tego zapewne były różne – być może stłuczki, wypadki, remonty tudzież powroty z pracy albo weekendowe już wyjazdy. Można być rzeczywiście zdenerwowanym wracając do domu kilkadziesiąt minut dłużej niż zwykle. Są jednak pewne granice, a zachowania niektórych kierowców dalekie są od przyjętych powszechnie norm, niezależnie od tego, czy korki są większe, czy nawet mniejsze. Niektórzy kierowcy po prostu nie potrafią stać w korkach.

Na porządku dziennym możemy zaobserwować wbijanie się w ostatnim momencie na zakorkowane pasy do skrętu w lewo bądź w prawo. Posłużę się na początku  dwoma przykładami z Mokotowa. Skręt w lewo z Domaniewskiej w Puławską i z Puławskiej w Idzikowskiego. W godzinach szczytu dosłownie co chwilę jacyś kierowcy wbijają się na lewoskręty z pasa do jazdy na wprost. I to czasem nawet już za sygnalizatorem, agresywnie zajeżdżając drogę tym, którzy odstali już swoje w korku. A jeśli ktoś ich nie wpuści? Trąbią, ryzykują „obcierkę”, byle się wepchnąć. Bo niektórym spieszy się bardziej do domu, galerii handlowej, czy kina. Większość kulturalnych kierowców może postać dłużej i jechać zgodnie z przepisami, zaś Ci bardziej „kulturalni” radzą sobie inaczej. Nie wspomnę już o tych, którzy wjeżdżają na skrzyżowanie jeszcze może nawet na zielonym, ale dobrze wiedzą, że z tego skrzyżowania nie zjadą przed zmianą świateł. Świadomie wtedy blokują jadących drogą poprzeczną. Niecały miesiąc temu byłem świadkiem podobnej sytuacji na jednej z głównych arterii stolicy. Z drogi poprzecznej kierowcy na siłę wciskali się na skrzyżowanie i potem blokowali go czasem nawet przez dwa cykle zmiany świateł. Podobnie zrobił nawet kierowca miejskiego autobusu.

Coraz modniejsze w stolicy staje się również skracanie drogi przez małe osiedlowe uliczki, gdzie bawią się dzieci, czy spacerują ludzie. Gaz do dechy, inni się nie liczą. Nawet 300 metrów korka można w ten sposób objechać – to dla niektórych jest coś, być o te kilka aut z przodu. Czasem tylko denerwują się ci „kulturalni” kierowcy, gdy z tej osiedlowej uliczki trudno wyjechać, bo ją zakorkowali podobni do nich. Jest to bardzo częsty do zaobserwowania obrazek w połowie wspomnianej wcześniej ulicy Idzikowskiego, która stoi praktycznie na całej długości od godz. 15, nawet czasem do 20. Objazd 300 metrów korka, lawirując między spacerującymi z wózkami rodzicami i oszczędność…minuty.

Niektórzy desperaci, korek potrafią ominąć nawet ścieżką rowerową. Widziałem też kierowcę, który w sobotnie przedpołudnie nie mógł poczekać chwilę na zmianę świateł i zgodny z przepisami skręt w lewo. Ominął kilka aut, jadąc na początku pod prąd, a gdy zobaczył zbliżające się z przeciwka auto – pojechał 50 metrów chodnikiem.

W dzisiejszych czasach każdemu z nas się śpieszy,  ale nie podnośmy sobie nawzajem ciśnienia na drodze.

A jak jest w innych miastach? Czy też są tacy „kulturalni” kierowcy? Remonty, stłuczki czy niesprzyjające warunki pogodowe są wszędzie. I jak radzą sobie wtedy kierowcy? Czekam na Państwa komentarze.

Kobiety i ich „autka”

Niektórym złośliwym facetom wydaje się, że kobiety nie za bardzo pasują do samochodu jako kierowcy. Co jakiś czas słyszymy utyskiwania, że to „baba za kierownicą”, tudzież „blondynka”. Ciekaw jestem, czy Ci „wspaniali” mężczyźni tak super prowadzą swoje „bryki”? Czy nie łamią przepisów, czy potrafią poradzić sobie na drodze w ekstremalnych warunkach? I co by powiedzieli, gdyby mieli zasiąść za kierownicą autobusu lub kilkudziesięciotonowej ciężarówki, jak niektóre odważne kobiety? Kiedyś niespotykane, teraz coraz częstszy widok na polskich drogach. Kobiety za kierownicą dużych pojazdów – autobusów i ciężarówek.

Pamiętam jak 8 lat temu uczestniczyłem w Łodzi w uroczystym rozdaniu certyfikatów dla nowych kierowców aut ciężarowych. Była wśród nich 19-letnia kobieta, która miała jeździć po Polsce ciężarówką z przyczepą. Widziałem zapał w jej oczach. Byłem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Potem jeszcze wielokrotnie spotykałem kobiety, które jeździły kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciotonowymi zestawami. Wiele z nich bierze udział w corocznej wielkiej trakerskiej imprezie Master Truck, organizowanej w Opolu. Niedawno głośno było o kobiecie - kierowcy autobusu miejskiego w Rzeszowie, która przeprowadziła w profesjonalny sposób reanimację pasażera.

Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie Iwona Blecharczyk, Trucking Girl. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę podczas ubiegłorocznego finału konkursu Young European Truck Driver w Gdańsku. Była tam w charakterze Ambasadora kampanii Fundacji Truckers Life, zachęcając kierowców aut ciężarowych do aktywnego wypoczynku. Do tego między innymi służą siłownie zewnętrzne budowane przez Fundację, pod patronatem Głównego Inspektora Transportu Drogowego, zlokalizowane na parkingach przy głównych szlakach komunikacyjnych. Polska Trucking Girl uczestniczy w ich otwarciach. Zawsze uśmiechnięta, służąca pomocą i radami innym kierowcom. Uczy ich, jak aktywnie wypoczywać w trakcie postojów na parkingach. Ale Iwona to przede wszystkim kierowca tira. Pamiętam, jak z pasją opowiadała o swojej codziennej pracy. Wtedy jeszcze pracowała w zagranicznej firmie i jeździła po Europie. Nie bała się nocnych kursów, wręcz mówiła, że je lubi, bo wtedy przyjemniej się jedzie. Niesamowite! Spotykaliśmy się jeszcze kilka razy podczas różnych transportowych eventów. Co szczególnie istotne dla mnie – przedstawiciela służb kontrolnych – Iwona zawsze podkreślała, jak ważne jest dla niej przestrzeganie norm czasu pracy kierowców. Niestety wielu kierowców zapomina o ich przestrzeganiu, lub wręcz nagminnie je łamie, jeżdżąc zbyt długo.

Całkiem niedawno Iwona zaskakuje ponownie. Przesiada się na pojazdy nienormatywne i nimi przemierza Polskę i Europę. Czyli nie dość, że ciężarówki to jeszcze te bardzo długie, szerokie i ciężkie. Przewozi koparki, elementy elektrowni wiatrowych i inne mega wielkie części. Ostatnio wiozła coś takiego z Niemiec do Ostrołęki. Takie transporty często muszą być pilotowane. Trzeba być naprawdę wspaniałym kierowcą, żeby o coś nie zahaczyć i wszędzie się zmieścić. Szczególnie na rondach. Iwona ma jeszcze czas na dokumentowanie swojej zawodowej aktywności na Facebooku. Jej profil polubiło już ponad 107 tys. użytkowników:


https://www.facebook.com/IwonaBlecharczykTruckingGirl?fref=ts>

Szerokości Iwono ;-)

P.S. Ciekawe co na to przemądrzali i przekonani o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach kierowcy osobówek?

Drogowi „giganci”. Przemęczeni, przeładowani, bez prawka. TOP 5

Co takiego niezwykłego wyczyniali kierowcy przez ostatnich 6 miesięcy? Zapewne mnóstwo mrożących „krew w żyłach” i trudnych do wytłumaczenia rzeczy. Wybrałem tylko pięć bardzo nietypowych kontroli Inspekcji Transportu Drogowego. Zaznaczam, że będzie to subiektywny przegląd pamiętnika krokodyla.

Ile może bez przerwy jechać kierowca osobówki? 4 albo 5 a może 6 godzin? Zależy to zapewne od samopoczucia kierowcy, pory dnia, warunków atmosferycznych, drogi itp. Już po kilku godzinach wielu z nas zamykają się oczy. A ile jeżdżą rekordziści? I to wielkimi zestawami. Pierwsze miejsce zajął kierowca tira z Białorusi, który jechał non stop przez ponad 15 godzin. Wyjechał przed godz. 19 z Niemiec i po godz. 10 następnego dnia dotarł do Białegostoku. Bez żadnego odpoczynku. I pewnie jechałby dalej, gdyby nie zatrzymali go inspektorzy ITD z Podlasia. Bez zatrzymania się na załatwianie potrzeb fizjologicznych? Niesamowite. A jednak możliwe. Jakie ten kierowca stwarzał zagrożenie na drodze zapewne każdy wie. Chwilowe przyśnięcie i możliwa katastrofa drogowa. Na dodatek przewoził w tirze towary niebezpieczne. Zatem mogło dojść do niewyobrażalnej tragedii. Dla niedowiarków załączam skan z wykresówki:

wykresówka

Drugim miejscem może „poszczycić się” pewien przewoźnik z Czech, który myślał, że pod osłoną nocy przewiezie dużo więcej niż przepisy pozwalają. I załadował transformator, który ważył bagatela 100 ton! A cały zestaw z ładunkiem ważył prawie dwa razy tyle. 200 ton ciemną nocą! Przewoźnik nie posiadał wymaganego zezwolenia na przejazd pojazdem nienormatywnym, zatem zgodnie z przepisami dopuszczalna masa całkowita takiego zestawu mogłaby wynieść około 40 ton. Czyli wiózł o wiele za dużo. Zestaw miał 38,8 m długości (przy dopuszczalnej 18,75 m) i 4,21 m szerokości (przy dopuszczalnej 2,55 m). Był też za wysoki -  4,26 m. Kara za przejazd tym pojazdem bez zezwolenia wyniosła 15 tysięcy złotych. Co ciekawe zespół składał się z trzech pojazdów i był tak ciężki, że pierwszy z nich ciągnął naczepę a ostatni pchał cały zestaw. Myśleli, że pod osłoną nocy uda się, a tu takie spotkało ich rozczarowanie – kontrola ITD o północy na autostradzie.

nienormatyw

Trzecie miejsce na podium zarezerwowane jest dla pewnego prawnika z Olsztyna, który był pewien, że skoro ma wypasioną furę to nikt go nie dogoni. I może zatem śmigać bez prawa jazdy. I pewnie tak by piratował, gdyby nie krokodylki. Musieli go gonić kilka minut, bo podobno nie zauważył auta jadącego za nim „na bombach”. Trudno mu się w sumie dziwić, skoro pędził z prędkością prawie 200 km/h, wyprzedzał na podwójnej ciągłej i gnał na czołówkę. W 3 minuty zdobył 45 punktów. Ale prawko stracił już wcześniej za punkty. I podobno nie tylko raz. Mandatu nie przyjął, więc będzie się tłumaczył przed sądem. Oby tylko po raz kolejny nie wsiadł za kierownicę bez prawa jazdy. Bo z takim stylem jazdy kolejny raz może skończyć się tragicznie. Tylko wtedy może być już za późno na jakiekolwiek przemyślenia.

Olszyn3

Już poza podium, ale niestety także wysoko w rankingu znalazł się pewien mieszkaniec Szczecina. Specjalista od garażowego tuningu. Nieważne jak i nieważne czym. Jego nowo zakupione, acz  stare, Tico stało się błyskawicznie kabrioletem. Z pomocą kolegi obciął dach co widać na załączonym obrazku:

Szczecin4

Ale lista usterek tegoż autka była tak długa jak opisany powyżej zestaw ciągnący transformator. Łyse opony, pęknięty tylny stabilizator, dziury w podwoziu, niesprawny hamulec ręczny, niesprawne oświetlenie, brak kierunkowskazów, brak przedniej tablicy rejestracyjnej, usterki zawieszenia, brak pasów bezpieczeństwa. A kierowca, podobnie jak ten prawnik z Olsztyna…też nie miał prawka. Stracił je również za punkty. Komentarz wydaje się chyba zbędny. Kabriolet udał się w ostatnią drogę na lawecie. Mam nadzieję, że na złomowisko i już nigdy nie wyjedzie na szczecińskie ulice i nie wpadnie w ręce inspektorów bądź policjantów.

I ostatnie, piąte, miejsce dla kierowcy ciężarówki z węglem, który często lubił rozpędzać się na autostradzie A4 w okolicach Góry Świętej Anny. Czasem jechał tam 120, czasem 130, 140 a nawet 150 km/h. I zawsze 40 tonowym zespołem pojazdów! A mógł co najwyżej 80 km/h. Kierowca powiedział inspektorom, że „tam można się dobrze rozpędzić, a jemu się zawsze śpieszy”. Jest szansa, że już nie będzie mu się aż tak śpieszyło, bo zbliża się do liczby 24 punktów karnych.

W jakim stanie są ciężarówki i autobusy? Mobilne stacje kontroli sieją postrach na drogach

W jakim stanie są pojazdy ciężarowe i autobusy? Jak pokazują statystyki z kontroli Inspekcji Transportu Drogowego procent zatrzymywanych dowodów rejestracyjnych od jakiś pięciu lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Oscyluje między 7,6  – 8,8%. Najwięcej zatrzymano ich w 2011 r. – podczas 170 271 kontroli dowód straciło aż 14 997 pojazdów (8,8%). W ubiegłym roku było lepiej – na 218 296 kontroli inspektorzy zatrzymali 16 820 (7,7%) dowodów rejestracyjnych.

Jakie były powody? Najczęściej były to usterki opon i zawieszenia, w następnej kolejności świateł, usterki układu hamulcowego i wycieki płynów eksploatacyjnych. Najrzadziej stwierdzano usterki układu kierowniczego. W 2225 przypadkach usterki były na tyle groźne, że inspektorzy wydali zakaz dalszej jazdy. Zatem około 1% skontrolowanych pojazdów nie powinno w ogóle wyjechać na drogi.

Jak sięgam pamięcią, na początku działalności Inspekcji Transportu Drogowego (2002 r.) co druga, trzecia kontrola kończyła się zatrzymywaniem dowodu rejestracyjnego. Po drogach jeździły wraki. Systematyczne kontrole sprawiły, że stopniowo sytuacja zaczęła poprawiać się. Coraz mniej pojazdów było w tragicznym stanie technicznym. Z perspektywy naszych wieloletnich działań kontrolnych widać wyraźnie, że polscy przewoźnicy wykonujący przewozy międzynarodowe dysponują coraz nowocześniejszym taborem. Dotyczy to zarówno ciężarówek, jak i autokarów. Wysoka jakość świadczonych usług sprawia, że skutecznie konkurują z firmami zagranicznymi. Gorzej jest z pojazdami jeżdżącymi wyłącznie w ruchu krajowym i to na krótkich dystansach. Tu procent zatrzymywanych dowodów rejestracyjnych jest znacznie wyższy.

Niestety podczas tradycyjnej kontroli drogowej nie można ze 100 % pewnością zweryfikować stanu technicznego. Tak „na oko” nie wszystkie usterki da się wychwycić. Często są to tylko przypuszczenia, które potem należałoby zweryfikować na stacji diagnostycznej. Dlatego GITD czyni starania, żeby zakupić do każdego województwa specjalistyczne mobilne stacje kontroli pojazdów, za pomocą których na drodze można ze stuprocentową pewnością weryfikować stan techniczny.

Od 2011 roku na wyposażeniu Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego znajduje się mobilna stacja kontroli. Umożliwia przeprowadzenie na drodze kontroli w stopniu porównywalnym do badania na stacji diagnostycznej. Przy jej budowie wiedzą i wieloletnim doświadczeniem służyli tamtejsi inspektorzy. I do lutego 2015 roku była jedyną w Polsce. Nie jest jednak w pełni automatyczna. Jest ona rozkładana ręcznie – jej mankamentem jest długi czas rozkładania.

MSK1

Z jej pomocą w 2014 roku inspektorzy ITD zbadali stan techniczny 960 ciężarówek i autobusów. Zatrzymali 320 dowodów rejestracyjnych, czyli co trzeci zbadany pojazd był niesprawny. Czasami wyniki były jeszcze bardziej porażające. W październiku ubiegłego roku inspektorzy ITD przeprowadzili wzmożone kontrole stanu technicznego autobusów podmiejskich, kursujących do Warszawy m.in. z Radzymina, Wołomina czy Legionowa. Inspektorzy zatrzymali dowody rejestracyjne wszystkich 27 skontrolowanych pojazdów. Dowody rejestracyjne były zatrzymywane m.in. za niesprawny układ hamulcowy, wycieki płynów eksploatacyjnych,  luzy w układzie kierowniczym, niesprawny układ wydechowy, zbyt zużyty bieżnik opon, niesprawne oświetlenie.

Od lutego bieżącego roku na drogach Dolnego Śląska działa już super nowoczesna mobilna stacja diagnostyczna. Jest ona pierwszym w pełni automatycznym urządzeniem służącym do bardzo dokładnej kontroli stanu technicznego pojazdów na drodze. Autorem jej koncepcji jest Dolnośląski Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego, a wykonanie i zakup został współfinansowany ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu.

Mobilna stacja diagnostyczna składa się m.in. z:
– jednostki sterującej wraz z oprogramowaniem zapewniającym zintegrowane sterowanie urządzeniami linii pozwalającymi na odczyt, archiwizację elektroniczną i dokumentowanie wyników badań,
– urządzenia rolkowego do jednoczesnego obustronnego badania hamulców w pojazdach,
– zestawu wagowego,

- miernika nacisku na pedał hamulca,
– zestawu czujników ciśnień,
– szarpaka hydraulicznego do kontroli luzów w układzie zawieszenia,
– wieloskładnikowego analizatora spalin do silników benzynowych oraz dymomierza do silników diesla,
– testera płynu hamulcowego,
– analizatora paliwa,
– sonometru,
– alcoblow – testera trzeźwości,
– testera dokumentów,
– miernika przepuszczalności światła,
– zestawu monitoringu wizyjnego.

Czyli sprawdzić można dosłownie wszystko.

 MSK2Obraz1

I są już efekty pracy tej stacji. Kontrolowane pojazdy tracą niestety dowody rejestracyjne bardzo często. Czasami podczas jednego dnia kontroli zatrzymuje się blisko 100 procent dowodów rejestracyjnych.

I tu pojawia się pytanie. Jak niektóre pojazdy przechodzą badania techniczne na stacjach diagnostycznych? Czy w ogóle tam dojeżdżają czy może ktoś przyjeżdża tylko po pieczątkę z dowodem rejestracyjnym? Zdarzały się przypadki, że inspektorzy ITD zatrzymywali pojazdy, które dzień wcześniej przeszły pozytywnie badania na stacji diagnostycznej, a ich stan techniczny był tragiczny. Przecież w ciągu jednego dnia nie mogły aż tak się popsuć! W takich sytuacjach ITD powiadamia  starostów nadzorujących stacje diagnostyczne oraz niejednokrotnie również organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez diagnostów, którzy dopuścili takie pojazdy do ruchu.

Kierowca bez prawa jazdy w Tico po „tuningu”. Złom na kółkach

Nie wiem jak można było czymś takim jechać. I to po drodze publicznej! W Szczecinie inspektorzy z Północno-Zachodniej Delegatury GITD przecierali oczy ze zdumienia widząc jadący po drodze wyrób „auto podobny” bez przedniej tablicy rejestracyjnej. Gołym okiem można było zauważyć, że auto to wrak na kółkach, zatem w związku z uzasadnionym zagrożeniem bezpieczeństwa w ruchu drogowym inspektorzy podjęli decyzję o zatrzymaniu tego „okazu”. Okazało się, że właściciel zrobił sobie „kabriolet” z samochodu Tico. Wyszło to mu „trochę” nieudolnie.  Ale to dopiero początek…

Na pytanie o prawo jazdy kierowca stwierdził, że stracił uprawnienia jakiś czas temu za przekroczony limit punktów. Dowodu rejestracyjnego zaś nie posiadał, gdyż auto kupił kilka tygodni temu i… nie zdążył go jeszcze zarejestrować. Nie wiem czy ktoś by coś takiego w ogóle zarejestrował.

Oględziny pojazdu wykazały: niedozwolone samowolne przeróbki nadwozia (ścięty dach i słupki boczne), łyse opony, pęknięty tylny stabilizator, nadmierną korozję nadwozia (były widoczne dziury w podwoziu), niesprawny hamulec ręczny, niesprawne oświetlenie, brak kierunkowskazów bocznych, brak tablicy rejestracyjnej przedniej, usterki zawieszenia, brak pasów bezpieczeństwa.

Cóż można tu jeszcze dodać? Chyba już nic… A może to, że w aucie panował…bałagan. Ale to już tylko drobny szczegół w porównaniu do całości.

Szczecin 1Szczecin2        Szczecin4Szczecin3Szczecin5Szczecin6Szczecin7Szczecin8Szczecin9

Przeładowane i niebezpieczne busy

Codziennie spotykamy na naszych drogach auta dostawcze o dmc do 3,5 tony. Takie busy dowożą np. artykuły spożywcze do sklepów. Zgodnie z przepisami traktowane są jak samochody osobowe. Mogą jeździć dużo szybciej niż pojazdy ciężarowe – poza obszarem zabudowanym z prędkością do 90 km/h, podczas gdy pojazd ciężarowy może co najwyżej 70 km/h. Prędkości na autostradzie lepiej nawet nie porównywać – osobówka do 140 km/h, ciężarówka do 80 km/h.

Co sprytniejsi  przedsiębiorcy wpadli na bardzo niebezpieczny pomysł. Potrafią załadować do tych busów, tyle „ile wejdzie”.

Inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego w 2014 roku zważyli na drogach 6685 takich busów. I cóż się okazało? 6135 dostawczaków, czyli ponad 90 procent z nich było przeładowanych. I niektóre niestety bardzo. Rekordziści ważyli nawet 9 ton, jak chociażby dostawczak zatrzymany całkiem niedawno w Krakowie. Jego sam ładunek ważył o 2 tony więcej niż dopuszczalna masa auta…z ładunkiem. Czyli blisko 5,5 tony. GITD wystawia też mandaty na kierowców tego typu przeładowanych pojazdów na podstawie odczytów z urządzeń preselekcyjnych służących do ważenia pojazdów w ruchu. W 2014 r. wystawionych zostało 600 mandatów.

Po co przedsiębiorcy bądź kierowcy tak przeładowują te pojazdy? Niestety, decyduje o tym „pieniądz”, czyli krótko mówiąc chęć osiągnięcia większego zysku. Towar na drugi koniec Europy przewiozą szybciej i taniej niż licencjonowany przewoźnik korzystający z pojazdów ciężarowych. Taki przewóz nie podlega rygorystycznym wymaganiom ustawy o transporcie drogowym. Kierowcy pojazdów o dmc do 3,5 t., posługują się prawem jazdy kategorii B (a nie kategorii C), nie muszą przechodzić - tak jak kierowcy ciężarówek - szkoleń okresowych, nie obowiązuje ich rozporządzenie 561/2006 dot. norm czasu prowadzenia pojazdów i wymaganych odpoczynków, nie ponoszą opłat z tytułu e-myta itp. W pojeździe nie ma tachografów, zatem nikt tak naprawdę nie sprawdzi ile taki kierowca siedział za kółkiem. Czyli na starcie przedsiębiorca ponosi dużo mniejsze koszty i jest zatem bardziej konkurencyjny. Przeładowane pojazdy to nieuczciwa konkurencja dla firm transportowych, które wykonują transport drogowy.

A bezpieczeństwo? No właśnie, to kolejny problem. Jeśli kierowca spędzi za kółkiem non stop kilkanaście godzin, to będzie stwarzał podobne zagrożenie na drodze, jak kierowca pijany. Przeładowany pojazd na drodze np. podczas omijania przeszkody czy gwałtownego hamowania stwarza ogromne zagrożenie dla innych użytkowników drogi. Ma też dużo dłuższą drogę hamowania. Konstrukcja takiego pojazdu nie jest przystosowana do przewożenia aż takiej ilości ładunku!

Niemal codziennie inspektorzy ITD podczas kontroli drogowych zatrzymują przeładowane tego typu pojazdy. Są one ważone na drodze i na kierowców nakładane są mandaty karne. Inspekcja Transportu Drogowego już dawno wykryła ten niezgodny z przepisami proceder i dostępnymi środkami stara się go ograniczać. Jeżeli inspektorzy ITD zatrzymają przeładowany pojazd  na drodze, musi on być każdorazowo rozładowany do właściwej maksymalnej ładowności wynikającej z dowodu rejestracyjnego.

Niestety wysokość mandatu nie odstrasza tych, którzy łamią w ten sposób przepisy. Maksymalna wysokość mandatu dla kierowcy może wynieść tylko 500 zł. Często przedsiębiorcy wrzucają sobie taki mandat w „koszty”. Gdy przeciążony jest natomiast pojazd ciężarowy, kara administracyjna nałożona na przewoźnika może wynieść nawet 15 tys. złotych. ITD postuluje zwiększenie kar za przeładowania. Może wtedy ten proceder zostanie ukrócony.

Przeładowane busy kilka razy mogliście Państwo już zobaczyć w cyklicznym programie „Krokodylki na drogach”. Tak dla przypomnienia poniżej dwa wybrane odcinki:





„Przeładowani” i gnający na złamanie karku czyli marcowe odcinki „Krokodylków”

„Krokodylki na drogach” to powstający przy współpracy z portalem onet.pl i cieszący się dużą popularnością cykliczny program pokazujący codzienną pracę inspektorów ITD.

Czym zaskoczyli nas kontrolowani kierowcy w marcowych odcinkach tego programu?

Na początek kierowca ciężarówki przekraczający prędkość o prawie 20 km/h i wyprzedzający na przejściu dla pieszych. Kto jest winny? Tłumaczenie kierowcy zaskakuje nie tylko inspektorów ITD. Ten niepijący, „wzorowy mąż” uważa, że winnym tego naruszenia jest inny kierowca …jadący zgodnie z przepisami prawym pasem. Jechał tak wolno (nieważne, iż przepisowo), że trzeba było go wyprzedzić. A że odbyło się to na przejściu dla pieszych… chyba nie zrobiło to żadnego wrażenia na tym „wzorowym” obywatelu.

Kolejny z kierowców chce pakować walizki i jechać do Niemiec. Dlaczego? Bo ITD złapało go, jak jechał sobie na „magnesie”, czyli krótko mówiąc – fałszował czas pracy. Jest zły, że zapłaci mandat w wysokości 2 tys. złotych. Obawiam się, że w Niemczech mógłby zapłacić dużo więcej niż w Polsce. Niestety wielu kierowców w dalszym ciągu używa magnesów, które fałszują zapisy tachografów. Pojazd jest w ruchu, a na karcie kierowcy rejestruje się odpoczynek. Takie małe urządzenie, a jak potrafi zamieszać…

Kolejne spotkanie tego samego kierowcy z inspektorami ITD i kolejny mandat. Znowu jedzie przeładowanym pojazdem dostawczym, który zgodnie z przepisami mógł ważyć 3,5 tony łącznie z ładunkiem. A ile ważył? 7 ton, czyli dwa razy więcej. Dodatkowo auto ma łysą oponę i pęknięte resory. Parking opuszcza…na lawecie.

Kierowcy osobówek też muszą obawiać się krokodylków. Kiedy? Gdy rażąco łamią przepisy ruchu drogowego, o czym przekonał się jeden z kierowców śpieszących się do pracy. Wyprzedził nieoznakowany radiowóz ITD wyposażony w wideorejestrator tuż przed przejściem dla pieszych i to na podwójnej ciągłej. Mężczyzna uważał, że jechał zgodnie z przepisami, krokodylki jednak nie dały zrobić z siebie jelenia. Pogodzony już z karą kierowca, strasznie poganiał inspektorów wypisujących mandat. Bo śpieszyło mu się do pracy. Szkoda, że nie pamiętał o przepisach brd popełniając karygodne wykroczenie. Dojechałby wcześniej i bez uszczerbku na domowych finansach.

I na koniec ostatni antybohater popełniający wykroczenie. Wjechał ciężarówką załadowaną materiałami budowlanymi na drogę osiedlową, po której bez specjalnego zezwolenia nie mogą jeździć ciężkie pojazdy. Pojazd zaś wraz z ładunkiem ważył aż 16 ton. Takie osiedlowe drogi są często właśnie degradowane przez poruszające się po nich ‘kolosy”. To zaniedbanie kosztowało kierowcę aż 350 złotych.

Wszystkie odcinki programu „Krokodylki na drogach” dostępne są pod linkiem:


http://moto.onet.pl/krokodylki-na-drogach

Kolejny przegląd kwietniowych odcinków „Krokodylków na drogach” już za miesiąc.

Kolejne szokujące wyniki kontroli komunikacji regularnej

Kolejna już w tym roku kontrola autobusów kursujących na liniach regularnych w województwie kujawsko-pomorskim. I kolejne szokujące wyniki tych kontroli.

W Wielki Piątek, w ramach akcji Bezpieczne święta na drogach, inspektorzy ITD sprawdzili 55 autobusów w Bydgoszczy i Toruniu. Nie chcę straszyć pasażerów, ale ich wyniki znacząco odstają od średniej krajowej. W ubiegłym roku inspektorzy zatrzymywali dowód rejestracyjny średnio podczas co piętnastej kontroli autobusu. Przy autokarach przewożących dzieci było to jeszcze rzadziej, zaś przy autobusach miejskich i podmiejskich nieco częściej. Ale dziś było bardzo źle. 55 kontroli i 27 zatrzymanych dowodów rejestracyjnych! Wytypowane do kontroli autobusy należały do największych przewoźników realizujących przewozy na terenie województwa. Do katalogu najczęstszych usterek należały m.in.:

- nadmierne różnice sił hamowania poszczególnych osi,

- wypracowanie elementów układów kierowniczych i zawieszenia,

- korozja elementów konstrukcyjnych,

- uszkodzenie ogumienia pojazdów,

- wycieki płynów eksploatacyjnych.

Ktoś może powiedzieć, że raz się tak zdarzyło. Niestety nie. To już bodajże trzecia w tym roku duża akcja kontroli komunikacji regularnej na terenie tegoż województwa. Dwie pozostałe wypadły podobnie źle. Najpierw na początku stycznia przeprowadzono 58 kontroli, w wyniku których inspektorzy zatrzymywali aż 31 dowodów rejestracyjnych. Potem kolejne 28 kontroli i 14 zatrzymanych dowodów.  Czy przewoźnicy wezmą sobie do serca te wyniki? Zobaczymy następnym razem.

Dzisiaj w 27 przypadkach inspektorzy zakazali kierowcom przewożenia pasażerów. Cieszy jedynie to, że wszyscy kierowcy byli trzeźwi.

5 1_1 1