Czy kierowcy świadomie korkują ulice miast?

O korkach w miastach czy na drogach dojazdowych do nich rozmawiamy praktycznie codziennie. Narzekamy na remonty, opady deszczu lub śniegu, zamknięte drogi, mosty, objazdy, popsutą sygnalizację świetlną itp. Ale czy są to jedyne przyczyny tworzenia się korków? Czy sami nie mamy też skromnego udziału w ich powstawaniu? Obawiam się, że niestety czasem mamy. Wynika to z ciągłego pośpiechu. Jedni drugim podnoszą wtedy ciśnienie. Tylko po co?

Sam tego doświadczyłem w ostatni czwartek. Jechałem przed godz. 19 jedną z arterii w Warszawie. Akurat w tym miejscu i o tej godzinie korków praktycznie nie ma nigdy.  Owszem, bywają tam rano, ale pod wieczór jedzie się płynnie. A ostatnio były. Ulica mająca trzy pasy w każdą stronę (plus jakieś dodatkowe do skrętu) „stała” w obie strony na długości ponad 500 metrów. Pomyślałem, że pewnie doszło do jakiejś stłuczki lub wypadku. Po 15 minutach jazdy w żółwim tempie okazało się, kto jest sprawcą tych korków. Kto? Sami kierowcy. Na ulicy z pierwszeństwem przejazdu, którą jechałem nie doszło do żadnego zdarzenia. Ale coś musiało się wydarzyć na drodze poprzecznej, bo była całkowicie zakorkowana. Dlaczego zatem stała też droga główna? Z powodu pośpiechu i nerwowego zachowania innych kierowców jadących drogą poprzeczną, którzy na siłę wjeżdżali na skrzyżowanie mimo świadomości, że jego nie opuszczą przed zmianą świateł. I tak stał sznur aut blokujący nawet sześć pasów ulicy z pierwszeństwem przejazdu. Auta na niej nie mogły czasem ruszyć przez dwa cykle zmiany świateł. Bo jak jedni w końcu zjechali, to dla kierowców na drodze głównej zapalało się właśnie czerwone światło. Ruszali kolejni z ulicy poprzecznej i po chwili blokowali całe skrzyżowanie. I tak na okrągło. Czasem jeden lub dwa pasy w tym samym kierunku były nawet przejezdne. Ale rzadko. Całkowitą bezmyślnością wykazał się również kierowca miejskiego autobusu, który przez całą zmianę świateł stał okrakiem na środku skrzyżowania. Czy musimy tak sobie uprzykrzać życie? Dlaczego, jak jedni muszą stać w korku (bo coś się wydarzyło) to na siłę skazują na korek też innych? Przecież kiedyś mogą znaleźć się w podobnej sytuacji? I czy wtedy będą zadowoleni? Chyba nie. Pamiętam, że jakiś czas temu kierowcy skutecznie zablokowali jedno z rond w centrum Warszawy. I to tak, że nikt nie mógł już ruszyć w żadną stronę. Bo wszystkim się śpieszyło.

Bądźmy bardziej kulturalni na drodze, nie zachowujmy się nerwowo. Wtedy wszystkim nam będzie jeździło się lepiej. I nie narazimy się na dodatkowe koszty, bo za wjechanie na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia przed zmianą świateł jest przewidziany mandat.

Ciężarówka z węglem pędziła 151 km/h

Ile maksymalnie może jechać pojazd ciężarowy? Poza obszarem zabudowanym 70 km/h, a na autostradzie nawet o 10 więcej. Niektórzy potrafią jednak znacznie szybciej…

Dzisiaj na autostradzie A4 w okolicach Gliwic inspektorzy ITD zatrzymali do kontroli ciężarówkę przewożącą węgiel. W trakcie analizy danych cyfrowych z tachografu zainstalowanego w pojeździe inspektor stwierdził, że wczoraj kierowca przekroczył dopuszczalną prędkość o 59 km/h! Mknął po autostradzie z prędkością 139 km/h! Inspektorzy  prześwietlili dokładniej „historię” jazdy tego kierowcy. Okazało się, że w poprzednich 10 dniach jeździł z niewiele mniejszą prędkością – dane z tachografu wskazują, że w dniu kontroli osiągnął on prędkość 116 km/h, a cztery dni wcześniej – 130 km/h. Ale to jeszcze nie wszystko. „Rekord życiowy” kontrolowany kierowca pobił jednak w 2014 r., kiedy to 40-tonowym zespołem pojazdów pędził aż 151 km/h!

Kierowca przyznał się do popełnienia wykroczenia oraz wskazał gdzie do niego doszło - to autostrada A4, Góra Świętej Anny. Powiedział inspektorom, że „tam można się dobrze rozpędzić, a jemu się zawsze śpieszy”. Przyjął zaproponowany mu mandat karny w wysokości 400 zł. Otrzymał też 10 punktów karnych. Na koniec kontroli kierowca stwierdził, że musi chyba jednak zwolnić, gdyż zbliża się do magicznej liczby 24 punktów karnych. Myślę, że wtedy będzie musiał przesiąść się na rower.

151 ~1135666

Obywatelskie zatrzymanie pijanego kierowcy

Coraz częściej reagujemy, gdy inni kierowcy w rażący sposób łamią przepisy na drodze. Możemy takiego pirata nagrać na kamerkę a film wysłać do policjantów ruchu drogowego. I jest szansa, że taki delikwent zostanie odpowiednio rozliczony – otrzyma mandat i punkty karne.

Czasem zdarza się, że reagujemy od razu, gdy dochodzi do scen mrożących krew w żyłach. Tak było w ostatni piątek. Jeden z małopolskich inspektorów transportu drogowego wracał po pracy do domu. W miejscowości Łopuszna zwrócił uwagę na jadące przed nim auto osobowe, którego kierowca wykonywał podejrzane manewry. Jechał zygzakiem, zjeżdżał na pobocze a nawet na pas dla jadących z przeciwka.  Co jakiś czas ocierał się o metalowe barierki zamontowane wzdłuż drogi. Trzeba było natychmiast zareagować.  Kierowca mógł przecież zasłabnąć albo…jechać na tzw. „podwójnym gazie”. Inspektor podjął próbę wyprzedzenia niebezpiecznie poruszającego się pojazdu. Jednak ów kierowca na to nie pozwolił i bezczelnie zajeżdżał drogę. Inspektor nie dał za wygraną. Zajechał drogę piratowi w momencie, gdy ten zjeżdżał na prywatną posesję. Natychmiast wezwał też na miejsce funkcjonariuszy Policji. I cóż się okazało?  Kierowca był pijany. I to mocno, bo miał prawie 3 promile alkoholu. O tym jakie stwarzał zagrożenie na drodze nie trzeba chyba nikogo zbytnio uświadamiać.

Podziękowania dla inspektora, który będąc już po służbie zareagował, tak jak należało. Każdy z kierowców powinien identycznie.

Taksówka na „dopalaczu”

Co jakiś czas powraca kwestia dopalaczy. Ktoś je zażyje i potem zaczynają się kłopoty.

Wczoraj z „dopalaczem” miał kłopot pewien poznański taksówkarz. Nie spróbował go, ale wykorzystał w inny niedozwolony sposób. „Dopalacz” znaleźli w jego taksówce inspektorzy ITD. Było to małe urządzenie, które zakłócało działanie taksometru. Chodziło po prostu o oszukiwanie klientów. Ów „dopalacz” zwiększał ilość przebytych kilometrów, a co za tym idzie pasażerowie płacili więcej za usługę.

Kurs trefną taksówką zamówili inspektorzy Inspekcji Handlowej, zaś na parkingu Portu Lotniczego Ławica inspektorzy ITD przeprowadzili dokładną kontrolę tegoż pojazdu. Przejazd odbywał się z  dworca autobusowego Rondo Rataje do Portu Lotniczego Ławica. Kierowca  wydał pasażerom paragon fiskalny, którego analiza wykazała że taksówka pokonała odległość 11 kilometrów i 500 metrów. A ile było w rzeczywistości? Nieco mniej, bo około 9 kilometrów i 500 metrów. Czyli taksówkarz był 2 kilometry „do przodu”. Kilka złotych przy każdym kursie i może uzbierać się całkiem spora sumka w ciągu dnia.

Kierowca przyznał się do oszustwa.  Do instalacji taksometru było podłączone niedozwolone urządzenie. Właśnie ów „dopalacz”. Urządzenie, którym kierowca zmieniał wskazania taksometru zainstalowane było w obudowie kolumny kierownicy. Kierowcy teraz grozi nie tylko kara w drodze decyzji administracyjnej, ale i postępowanie karne. Oszustem zajęła się Policja.

20150219_5

20150219_4

Poranna toaleta na środku drogi

Czasami możemy dojrzeć przez szybę auta, jak kobiety „malują się” stojąc na światłach. Do tego się przyzwyczailiśmy. A mężczyźni? Zazwyczaj poranne golenie odbywa się w łazience. Niektórzy sobie przy tym coś tam podśpiewują.

Dzisiaj jednak moje zdziwienie sięgnęło zenitu. Stałem sobie spokojnie w korku…aż tu nagle mój wzrok przykuł pewien jegomość jadący Smartem. Stał na czerwonym świetle i jak gdyby nigdy nic zaczął się golić. Śpiewać raczej nie śpiewał, co najwyżej słuchał muzyki płynącej z samochodowego radia. Na szczęście nie używał pianki, pędzla i jednorazowej maszynki, bo nie wiem w jakim stanie byłaby kierownica i przednia szyba. Zarost tegoż pana szybko znikał za sprawą golarki elektrycznej. Jedna zmiana świateł wystarczyła. Dobrze, że ów kierowca nie mył przy okazji zębów, bo z tego co pamiętam w tym aucie nie ma raczej umywalki.

Poranna toaleta

Śpieszył się z dzieckiem do lekarza…i prawie rozjechał pieszych na pasach

Tyle mówi się o tym, że pieszy na pasach ma pierwszeństwo. I co? Wielu kierowców ma w nosie ten przepis. Niemal codziennie słyszymy o przypadkach „rozganiania” pieszych na pasach, omijania aut, które zatrzymały się, żeby przepuścić pieszych. Bo niektórym kierowcom podobno śpieszy się bardziej niż innym.

Tak było też i wczoraj. Inspektorzy ITD z Katowic, jadący nieoznakowanym autem, byli świadkami zdarzenia, które omal nie zakończyło się tragedią. Kierowca pojazdu jadącego przed nimi zatrzymał się, ustępując pierwszeństwa pieszym, wchodzącym na oznakowane przejście. Postąpił prawidłowo. Ale prowadzący osobówkę gnał lewym pasem i nie miał zamiaru zatrzymywać się. Przemknął tuż przed przechodzącymi przez jezdnię ludźmi, lekko ich omijąjąc. Na szczęście to naganne zachowanie zarejestrowali inspektorzy, którzy natychmiast dogonili pirata. Okazało się, że kierowca śpieszył się… z dzieckiem na umówioną wizytę u lekarza. Tak bardzo, że jak stwierdził, co prawda widział na prawym pasie zatrzymujący się pojazd, ale biedaczek nie wiedział dlaczego jego kierowca zwalnia, więc sam nie zatrzymał się. Doprawdy żałosne tłumaczenie. Po co zatrzymuje się auto przed pasami? Chyba wiedziałoby o tym nawet dziecko tego tatusia. Ten kierowca zapewne też czasem jest pieszym. Czy jako pieszy chciałby znaleźć się w takiej sytuacji?

Kiedy niektórzy zaczną myśleć za kierownicą? Czy dopiero wtedy, gdy doprowadzą do potwornej tragedii? Ten pirat będzie musiał zapłacić 500 zł mandatu. Wzbogacił też swoje konto o 10 punktów karnych. Jest zatem na dobrej drodze do utraty prawka.

Poniżej link do nagrania:


https://www.youtube.com/watch?v=yhWAdM2Jo9w&feature=youtu.be

Katowice 18.03.2015

Pędził 200 km/h. Bez prawka, bo je wcześniej stracił

Pewnemu kierowcy w średnim wieku bardzo się śpieszyło. Gnał wypasioną furą z wciśniętym do podłogi pedałem gazu. Czasem nawet nieco zwolnił na jakimś zakręcie. Ale niewiele. I jak zapewne teraz uważa…miał pecha, bo jego „piratowanie” zauważyli inspektorzy z warmińsko-mazurskiego ITD, jadący nieoznakowanym autem z wideorejestratorem. A ja uważam, że miał szczęście, bo gdyby nie został zatrzymany to mógł kogoś niewinnego po prostu zabić. Ten „stuprocentowy” kierowca, za jakiego pewnie siebie uważa, pędził z prędkością 198 km/h! I nie na torze wyścigowym, nawet nie po autostradzie (chociaż tam też tyle nie wolno), a po drodze publicznej, jednopasmowej – między Olsztynem a Dobrym Miastem. Wyprzedzał na podwójnej ciągłej, jadący z przeciwka musieli gwałtownie hamować, lub nawet uciekać na pobocze, żeby nie doszło do czołówki. Co ciekawe, w tym jego wypasionym aucie producent chyba zapomniał zamontować kierunkowskazów. Albo on ich po prostu nie umiał używać, bo nie sygnalizował wykonywanych manewrów na drodze. Może to zbyt skomplikowane dla tego kierowcy. Był tak zaaferowany możliwościami swojej fury, że nawet nie zauważył inspektorów goniących go „na bombach”.

W 3 minuty zdobył 45 punktów. I nie były to bynajmniej punkty w jakiejś loterii lojalnościowej. I cóż się okazało na koniec. Że nie można temu kierowcy (prawnikowi) zatrzymać prawa jazdy, gdyż już miał je zatrzymane wcześniej. I też za punkty. I podobno nie tylko raz. Czy wyciągnął z tego wnioski? Widać, że nie, skoro jeździ bez prawka a stylu jazdy zupełnie nie zmienił. Czy kiedyś zmieni? Obawiam się, że nie…chyba, że niestety kogoś wcześniej zabije na drodze. Ale wtedy będzie już za późno na wyciąganie jakichkolwiek wniosków.

Kierowca odmówił przyjęcia mandatu, zatem inspektorzy ITD skierują sprawę do sądu.

Olsztyn4

Olszyn3

Olsztyn1 Olsztyn2

Autobus szkolny z dziurawym bakiem

W jakim stanie są tzw. autobusy szkolne? Jak pokazują statystyki, blisko co ósmy skontrolowany przez ITD gimbus czy autobus szkolny miał zatrzymany dowód rejestracyjny. Czyli nie jest za dobrze.

Pokazała to też ostatnia kontrola autobusu w miejscowości Brzeziny w Wielkopolsce. Nieświadome zagrożenia dzieci jechały sobie spokojnie na lekcje. Przed szkołą pojazd został zatrzymany do rutynowej kontroli przez inspektorów ITD. I cóż się okazało? Że kapał, a nawet lał się. Nie deszcz przez dach, a olej napędowy z dziurawego zbiornika paliwa. Jak kierowca mógł czegoś takiego nie zauważyć? Trudno, tym bardziej, że było chyba nieco większe „spalanie”. Po fakturach ze stacji benzynowej każdy by się zorientował, że coś tu nie gra. Ale widać, kierowcy to nie przeszkadzało i nie widział żadnego zagrożenia dla przewożonych codziennie tym autobusem dzieci. Dodatkowo w pojeździe były niesprawne światła cofania.

Inspektorzy zatrzymali dowód rejestracyjny i ten cieknący autobus na szczęście dalej już nie pojechał. Kierowca został ukarany mandatem. Miejmy nadzieję, że następnym razem nie będzie woził dzieci takim gratem.

20150316_1 20150316_2

Niebezpieczna ciężarówka na drodze

Dzisiaj inspektorzy ITD zatrzymali na obwodnicy Piły pewną ciężarówkę. I od razu zaczęły się problemy. Przewoziła mianowicie materiały niebezpieczne. A przy takim transporcie muszą być spełnione odpowiednie warunki. Chodzi rzecz jasna o względy bezpieczeństwa. Pojazd musi być oznakowany tablicami ostrzegawczymi barwy pomarańczowej, żeby inni mieli świadomość, że trzeba zachować szczególną ostrożność widząc przed lub za sobą taką ciężarówkę. Ten takowych tablic nie posiadał mimo, że przewoził spore ilości substancji niebezpiecznych. I to nie byle jakich: kwas solny, izopropanol oraz roztwór wodorotlenku sodu.

Ale to był dopiero początek problemów kierowcy. W trakcie kontroli inspektorzy ustalili, że ów kierowca nie posiada specjalnych uprawnień do wykonywania przewozu towarów niebezpiecznych, zaś w pojeździe brakuje wyposażenia awaryjnego oraz sprzętu gaśniczego. Oględziny pojazdu wykazały także, że ładunek nie został prawidłowo zabezpieczony przed przemieszczeniem. Czyli krótko mówiąc, przy gwałtownym hamowaniu, omijaniu przeszkody…mógł sobie po prostu wypaść na zewnątrz. Tachograf zamontowany w pojeździe nie posiadał ważnej legalizacji a szyba przednia była uszkodzona w polu widzenia kierowcy.

Kierowca zapłaci kilkuset złotowy mandat, zaś przewoźnik musi się liczyć z wysoką karą administracyjną. Pojazd skierowano na parking strzeżony do chwili wyposażenia go w niezbędne elementy i prawidłowe oznakowanie. Na koniec właściciel firmy będzie musiał wysłać po odbiór auta odpowiednio przeszkolonego kierowcę.

Uciekał na „podwójnym gazie” i „magnesie”

O zagrożeniach płynących z fałszowania czasu pracy przez kierowców tirów i jeździe na tzw. magnesie pisałem poprzednio. Kierowca jedzie a magnesik podłączony do impulsatora skrzyni biegów pokazuje, że odpoczywa. Ale niektórzy potrafią  „przeginać” jeszcze bardziej.  Dzisiaj niestety trafiła się kumulacja! I nie była to bynajmniej szóstka w Lotto.

A zaczęło się niewinnie. Miała być to rutynowa kontrola ciężarówki w okolicach miejscowości Kostrzyn nad Odrą. Jednak kierowca zignorował polecenie inspektora i zaczął uciekać. Na szczęście po krótkim pościgu został zatrzymany przez ITD. Okazało się, że kierowca jechał z daleka. Nawet z bardzo daleka, bo aż z Hiszpanii. Jechał i odpoczywał. Jak to możliwe? Znów ten nieszczęsny magnesik zamieszał i fałszował zapisy tachografu. W chłodni przewożone były szybko psujące się artykuły spożywcze i pewnie dlatego kierowcy tak się śpieszyło.

Ale to nie były jedyne grzechy kierowcy. Pisałem ostatnio, że  przemęczony kierowca jest równie niebezpieczny na drodze, jak pijany. A przemęczony i pijany? Trudno takiego sobie wyobrazić? Ten kierowca miał ponad 1,6 promila!!! Ledwo trzymał się na nogach, był przemęczony i gnał kolosem. Na szczęście zatrzymali go inspektorzy z Lubuskiego Inspektoratu.