Dostawczak jak tir

O ile można przeładować dostawczaka, który zgodnie z przepisami powinien ważyć nie więcej niż 3,5 tony? I to łącznie z ładunkiem. Przecież to tak naprawdę jest auto osobowe. Wystarczy mieć prawo jazdy kategorii B, żeby móc sobie nim jeździć i coś tam przewozić.

Ale niektórzy z dostawczaka próbują zrobić…tira. Wczoraj inspektorzy ITD z Krakowa zatrzymali takiego do kontroli. I przecierali oczy ze zdumienia. Auto ważyło blisko 9ton!!! A sam ładunek ważył o 2 tony więcej niż dopuszczalna masa auta…z ładunkiem. Czyli blisko 5,5 tony. A cóż ten „tir” przewoził? Okazało się, że warzywa. I to daleko, bo aż do Rumunii.

Ale po co tak przeładowywać auto? Przecież to niebezpieczne, dłuższa droga hamowania… Widać, że dla niektórych, nie do końca rzetelnych przewoźników, to dobry interes. Kierowca nie musi mieć prawa jazdy kategorii C, nie opłaca myta, jeździ szybciej, bo to w końcu osobówka, w aucie nie musi być tachografu itp. Tyle oszczędności. Czyli krótko mówiąc, taki transport jest tańszy. Jest to jednak nieuczciwa konkurencja dla firm przewozowych korzystających z pojazdów ciężarowych. Firmy te, wykonując uczciwie przewozy drogowe, ponoszą wyższe koszty. Dodatkowo tak przeładowany pojazd stanowi ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.

SAM_2156

 

Donosicielstwo czy obywatelski obowiązek?

Od jakiegoś czasu toczy się dyskusja o nagrywaniu kierowców przez kierowców. Prosta kamerka, dwie lub trzy stówki i możemy przeistoczyć się w operatora. Ale takiego trochę innego. Nie od ślubów czy innych uroczystości okolicznościowych.

Wspólnie z Mariuszem Sokołowskim, rzecznikiem Komedy Głównej Policji prowadzimy dwa programy, w których komentujemy nagrania z dróg. Takie przesyłane od zwykłych kierowców. Obejrzałem ich już ponad 1000. Schemat jest ten sam. Kierowca, który nie zgadza się na jazdę „bez trzymanki” i ten, który tak jeździ. Dwa światy. Setki niebezpiecznych, mrożących krew w żyłach sytuacji. Włosy na głowie mogą się zjeżyć (mnie na szczęście nie, bo ich nie posiadam).

I tu u niektórych rodzi się pytanie. Czy przesyłanie takich filmów do naszych programów lub na Policję to donosicielstwo? Uważam, że nie! Coraz częściej kierowcy nie godzą się na agresję, chamstwo, cwaniactwo w wykonaniu innych na drodze.

Jeżeli jesteśmy świadkami napadu, rozboju to czym prędzej dzwonimy na Policję. I w takich przypadkach nie budzi to wątpliwości. Dlaczego zatem takowe się pojawiają przy nagrywaniu piratów. Jeśli ktoś naraża na niebezpieczeństwo życie innych. Jedzie na czołówkę, omija samochód przepuszczający pieszych na pasach, wyprzedza na podwójnej ciągłej omijając dodatkowo wysepkę z drugiej strony. Czy taki kierowca nie powinien ponieść kary za swoje nieodpowiedzialne zachowanie?

Piraci drogowi przeważnie szybko dowiadują się np. przez CB, że w okolicy krąży nieoznakowany samochód z zamontowanym wideorejestratorem. I wtedy nawet uważają. Przez chwilę. Ale jeśli nie ma takiego w pobliżu? A za piratem jedzie auto, które nie rzuca się w oczy. Np. Maluch czy Polonez. I tam kierowca zamontuje kamerkę. Jeśli taki „100% kierowca”, jak pewnie o sobie myśli pirat, zostanie wezwany przez drogówkę, dostanie mandat i punkty karne… Może przestanie w końcu szaleć? Może coś w końcu zrozumie.

Co na ten temat myślicie?

Stuprocentowy kierowca

Tak zapewne wielu z nas myśli o sobie. Jeżdżę bezpiecznie, nie spowodowałem żadnego wypadku, mam maksymalne zniżki w ubezpieczeniu… zatem w każdym calu jestem „profesjonalistą” na drodze. Czy można się z tym zgodzić? Niekoniecznie. Codziennie na polskich drogach dochodzi do kilkudziesięciu wypadków. Same stłuczki trudno policzyć.

A ilu jest tych, którym „cudem” się udało. Nawet nie próbuję ich szacować. I zapewne wielu z tych ostatnich uważa się za 100% kierowców. Codziennie widać ich na drogach. Co jest ich znakiem rozpoznawczym? Pewnie to, że zawsze śpieszy się im bardziej od innych. Dlatego „cwaniakują”. Zapewne każdy z nas widział ich popisy na drodze.

Jak ominąć korek? Zator na lewoskręcie? Nic trudnego, tyle ile się da pasem do jazdy na wprost i chamskie wpychanie się. Można zrozumieć kogoś, kto się nieco zagubił, jest nie z tego miasta itp. Ale Ci są w mniejszości. Przeważnie o danej porze widzimy te same auta i tych samych kierowców. Dumnych z siebie, że nieco przyśpieszyli. A jeśli ktoś nie chce ich wpuścić przez ciągłą? Wtedy trąbią i ryzykują nawet obcierkę, licząc, że uda się wepchnąć. Coraz modniejsze staje się skracanie drogi przez małe osiedlowe uliczki, gdzie bawią się dzieci, czy ktoś wyszedł na spokojny spacer. Gaz do dechy, inni się nie liczą. Nawet 300 metrów korka objechać – to jest dla nich coś. Czasem tylko denerwują się, gdy z tej osiedlowej uliczki trudno wyjechać, bo ją zakorkowali podobni do nich.

Często Ci 100% kierowcy lubią innym podnosić ciśnienie. Szczególnie podczas popołudniowego szczytu w centrum miasta. Lubią wjeżdżać na skrzyżowanie nie mając pewności, że zdążą je opuścić. I co się dzieje? Zapala się zielone dla jadących z poprzecznej i zator gwarantowany. Tylko po co? Czy nie można było przejechać na kolejnej zmianie świateł? A przejazd na czerwonym świetle? To już prawie klasyka dla niektórych. Jakby co, to mogą powiedzieć, że na żółtym, późno pomarańczowym, albo… bardzo wczesno czerwonym. Ale przecież nie na czerwonym! A poza tym nikt z poprzecznej nie wyjeżdżał, pieszych nie było w zasięgu wzroku…i nikomu nic złego nie mogło się stać. A gdyby się stało? O tym pewnie nawet nie mają czasu pomyśleć.

Jak są traktowani Ci, którzy jeżdżą zgodnie z przepisami, nie wpychają się, nie zajeżdżają drogi? Zapewne, wg 100% kierowcy to frajerzy. Dlaczego? Bo nie przejadą na czerwonym, bo czekają spokojnie na lewoskręcie? A przecież tym jeżdżącym zgodnie z przepisami kierowcom też zapewne się śpieszy. Do pracy, na egzamin, do lekarza. Tylko, że oni potrafią szanować też innych kierowców. Nie pojadą buspasem albo ścieżką rowerową (bo i takich kiedyś widziałem). Bo tak nie wypada.

A Ci 100% kierowcy może rzeczywiście bardzo się śpieszyli…na siłownię lub do restauracji.

Czy warto nagrywać piratów drogowych? O tym już w następnym wpisie.