Szkoła przetrwania na stołecznych drogach. Szybcy i agresywni

Szkoła przetrwania4

Jak jeżdżą kierowcy po stołecznych drogach? O „warszawskim” stylu jazdy krążą już legendy. Teraz w okresie przedświątecznym zapewne niektórzy kierowcy pokażą na co ich stać. Oby tylko potem nie obejrzeli się w telewizji. Będzie wstyd przed rodziną i znajomymi.

Swoją ocenę opieram nie tylko na codziennej jeździe samochodem po stolicy, ale również na filmach pochodzących z kamerek zamontowanych w autach. Jako współprowadzący program „Szkoła przetrwania”, emitowany na antenie TVP Warszawa, obejrzałem już około 1000 filmów, które widzowie przesłali do redakcji. Gro z tych nagrań dotyczyło sytuacji zarejestrowanych właśnie na stołecznych drogach. Niejednokrotnie przedstawiały one niebezpieczne przypadki, które mogły zakończyć się tragedią na drodze.

aki jest typowy warszawski pirat drogowy? To kierowca – cwaniak, któremu śpieszy się bardziej od innych. Stać go praktycznie na wszystko, żeby tylko zaoszczędzić chwilę czasu i znaleźć się przed innymi. Dlatego wielu kierowców bardzo lubi ryzykować przejazd przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. Myślą, że na pewno się uda. Gorzej, gdy za którymś razem, jednak się nie uda. Wtedy może być już za późno…

Wpychanie się na zakorkowany lewoskręt, albo prawoskręt to też bardzo ulubiona technika jazdy stołecznych kierowców. Dojeżdżają przed sygnalizator i na siłę wciskają się przed innych. Jeśli ci ostatni ich nie wpuszczają, to zaryzykują nawet obcierkę. Niektórzy, bardziej kulturalni, robią przy tym „maślane oczy”, inni bardziej agresywni – potrafią nawet pogrozić, czy też użyć słów powszechnie uznanych za obelżywe.

Dla pewnych kierujących ulubionym miejscem do omijania korka i skracania drogi staje się powierzchnia wyłączona z ruchu. Potrafią po niej jeździć głównie przy zmianie pasa ruchu, ale również często służy ona do wyprzedzania innych aut. Jeśli nawiązaliśmy do wyprzedzania, to niejednokrotnie, szczególnie na podwarszawskich drogach, ten manewr odbywa się też przez linię podwójną ciągłą, tudzież na przejściu dla pieszych lub zakręcie. Niektórzy z tych kierowców myślą chyba, że są nieśmiertelni.

W jednym z ostatnich odcinków „Szkoły przetrwania” kierowca jadący autem na podkarpackich tablicach rejestracyjnych, ominął w dość specyficzny sposób inne samochody, które zatrzymały się na czerwonym świetle, tuż przed przejściem dla pieszych. Cwaniak pojechał pod prąd wprost na kierowcę stojącego z przeciwnej strony i następnie „pociął” sobie przez wysepkę.

Co do wysepek, to wielu cwaniaków potrafi podczas wyprzedzania ominąć je z lewej strony, ryzykując niejednokrotnie czołówkę z autem jadącym z przeciwka. Niektórzy, o zgrozo, potrafią ominąć nawet samochód, którego kierowca zatrzymał się, by przepuścić pieszych przechodzących po pasach.

Na nagraniach widziałem też takich, którzy korki omijali…jadąc ścieżką rowerową, buspasem lub nawet poboczem. Są też i tacy, którzy uwielbiają wręcz blokowanie skrzyżowań – wjeżdżają na nie z premedytacją, wiedząc, że i tak nie zdążą zjechać przed zmianą świateł.

Karą dla tych piratów jest nie tylko występ w telewizji. Tablice rejestracyjne są zakrywane, zatem identyfikacja tych cwaniaków przez telewidzów jest praktycznie niemożliwa. Jednak rodzina i znajomi pewnie niejednokrotnie byli w stanie ich rozpoznać. Kłopotu z tym nie mają jednak policjanci ze stołecznej drogówki, którzy zapraszają takich piratów do swojej siedziby. Po mandat i punkty karne.

I na koniec jeszcze jeden rodzaj wykroczenia – zbyt szybka jazda. Co prawda w korkach wręcz niemożliwa, ale wieczorem lub nocą można niestety spotkać gnających na złamanie karku.

Mam nadzieję, że opisanych powyżej kierowców jest zdecydowanie mniej, niż tych którzy jeżdżą zgodnie z przepisami i szanują innych na drodze. Może dzięki takim właśnie kamerkom zamontowanym w samochodach przez walczących z brawurą kierowców, będzie poprawiało się bezpieczeństwo na drogach. Oby.

Dzięki nim na polskich drogach jest bezpieczniej

66afff6bd54008c6006075b3130bc92a

27 listopada w Warszawie odbył się uroczysty finał konkursu Partner Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Po raz szósty wyróżniono osoby, instytucje, organizacje, media i firmy szczególnie zasłużone dla poprawy bezpieczeństwa drogowego w Polsce. 

W pięciu kategoriach wyróżnione zostały instytucje publiczne, firmy, organizacje pozarządowe, media i osoby, które w aktywny sposób przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa drogowego. Konkurs organizowany jest przez Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. Jego założeniem jest uhonorowanie i promowanie inicjatyw, które zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym aktywnie przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

W kategorii Osoba Roku zwyciężył Kajetan Kajetanowicz, kierowca rajdowy. Kapituła wyróżniła jego ogromne zaangażowanie w propagowanie bezpieczeństwa ruchu drogowego nie tylko w ramach projektów prowadzonych przez podmioty komercyjne, ale także przez organizacje pozarządowe i instytucje publiczne.

Nominowani do nagrody w tej kategorii byli również: Małgorzata Gutowska i Andrzej Markowski.

8004a375812dfe6e2d7dc8617f01772f

W kategorii Instytucja Publiczna Roku nagrodzone zostało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe m.in. za wyjątkowe podejście do niesienia pomocy medycznej wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują podczas akcji ratowniczych, z zachowaniem najwyższego szacunku dla pacjentów.

W tej kategorii nominowana była również Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej w Droszewie i Przedszkole nr 50 w Lublinie.

Nagrodę w kategorii Organizacja Pozarządowa Roku otrzymała Fundacja ANIKAR, m.in. za promowanie zasad pierwszej pomocy, zarówno wśród przedszkolaków, jak i osób dorosłych.

Do nagrody w kategorii Organizacja Pozarządowa Roku nominowani byli również Stowarzyszenie Centrum Inicjatyw na rzecz poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i Fundacja na Rzecz Ofiar Wypadków Komunikacyjnych i Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym ZIELONY LIŚĆ z Torunia.

Program „Na osi” otrzymał nagrodę w kategorii Media Roku za ponadprzeciętne zaangażowanie w propagowanie bezpieczeństwa ruchu drogowego, nie tylko podczas emisji tego programu, ale także poprzez udział w licznych projektach związanych z tą tematyką. Program aktywnie dociera ze swoim przekazem do różnych grup użytkowników dróg: od uczniów szkół podstawowych, po kierowców samochodów ciężarowych.

Program emitowany jest w Motowizji i Tele 5, a najlepsze fragmenty „Na osi Extra” są umieszczane na Onet Moto i Auto Świat TV.

859847ebd5c92d84a2c0dacec057b6f2

W kategorii Media Roku Kapituła nominowała również Telewizję Polską – odział w Warszawie (TVP Warszawa) i miesięcznik Auto Moto Technika.

Nagrodę w kategorii Firma Roku otrzymała Grupa LOTOS S.A. m.in. za długoletnie prowadzenie kampanii „Akademia Bezpieczeństwa LOTOS” i kampanii „LOTOS – Mistrzowie w pasach”.

Do nagrody w tej kategorii nominowana była również firma CEMEX Polska i SUBARU Import Polska sp. o.o.

- Jesteśmy szczęśliwi z faktu, że co roku mamy możliwość nagrodzić i wyróżnić tak wiele osób i instytucji prawdziwie zaangażowanych w poprawę bezpieczeństwa drogowego” – powiedział Bartłomiej Morzycki, Prezes Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego, Przewodniczący Kapituły Nagrody.

Do udziału w uroczystości rozdania nagród zaproszeni zostali przedstawiciele m.in. władz państwowych i samorządowych, organizacji pozarządowych, służb publicznych, środowisk naukowych oraz firm prywatnych. Wszystkie te instytucje i osoby łączy wspólny cel, jakim jest działanie na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

Dostawczak ważył…8 ton

20151117_01

Przeładowane samochody dostawcze to plaga na polskich drogach. Niemal codziennie są zatrzymywane do kontroli przez inspektorów ITD. Ważą często o kilka ton więcej, niż pozwalają na to przepisy. Stanowią ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa innych użytkowników dróg oraz są nieuczciwą konkurencję dla firm transportowych wykonujących transport drogowy.

20151117_02

Codziennie spotykamy na naszych drogach auta dostawcze o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t. Co sprytniejsi przedsiębiorcy i kierowcy, z chęci osiągnięcia większego zysku, wpadli na bardzo niebezpieczny pomysł. Potrafią załadować do tych aut tyle, ile fizycznie wejdzie. Nie przejmują się, że w ten sposób łamane są podstawowe zasady bezpieczeństwa. Przeładowany pojazd na drodze ma na przykład dużo dłuższą drogę hamowania. Jego konstrukcja nie jest przystosowana do przewożenia aż takiej ilości ładunku. W razie wypadku może dojść do katastrofy drogowej.

I taki właśnie samochód wpadł w oko wielkopolskim krokodylkom, czyli inspektorom Inspekcji Transportu Drogowego. Zauważyli oni auto dostawcze, które poruszało się po drodze krajowej numer 10 w Pile. Pojazd ten z wielkim trudem pokonywał rondo. Inspektorzy zatrzymali go do kontroli. Zgodnie z wpisem w dowodzie rejestracyjnym, ów samochód mógł ważyć maksymalnie 3,5 tony. I to wraz z ładunkiem.

Po zważeniu okazało się, że dostawczak waży aż 8 ton. Dopuszczalna masa całkowita była zatem przekroczona o 4,5 tony! Samochodem tym przewożono rusztowania i inne elementy metalowe ze Szczecina na budowę w Pile.

W związku ze stwierdzonymi naruszeniami na kierowcę pojazdu inspektorzy nałożyli mandat karny w wysokości 500 złotych. Nakazali również rozładowanie przeładowanego samochodu. Nie było to bynajmniej łatwe, gdyż aby przewieźć ładunek zgodnie z obowiązującymi przepisami, kierowca musiał przyjeżdżać aż czterokrotnie po rozładowany towar. Może na drugi raz nie będzie tak ryzykować.

Chrapiesz? Możesz zginąć w wypadku!

Wywiad z doktorem habilitowanym nauk medycznych Filipem M. Szymańskim z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

dr hab. Filip M. Szymański

ALVIN GAJADHUR: Dlaczego sen jest tak ważny dla naszego organizmu?

FILIP M. SZYMAŃSKI: Sen jest fizjologicznym procesem, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zapewnia nie tylko odpoczynek i regenerację, ale także jest czasem kiedy następują fizjologiczne procesy. To m.in. spadek częstości akcji serca i wartości ciśnienia tętniczego krwi, ale też regeneracja neuroprzekaźników. Bardzo wiele czynników zarówno fizycznych, jak również psychologicznych wpływa na to, czy sen jest odpowiednio długi oraz czy przynosi efektywny odpoczynek.

A.G.: Czy nocne chrapanie jest groźne? 

F.M.S.: Chrapanie jest uciążliwe dla osoby, której dotyka. Powoduje problemy ze snem i zmęczenie w czasie dnia. Zaburza także sen osobom dzielącym sypialnię z osobą chrapiącą. Co najważniejsze, chrapanie może być objawem poważnej choroby – obturacyjnego bezdechu sennego.

​A.G.: Czym on może się objawiać?

F.M.S.: U pacjentów, u których występuje obturacyjny bezdech senny dochodzi do zapadania się światła górnych dróg oddechowych, spowodowanego przede wszystkim spadkiem napięcia mięśniowego ich ścian. Prowadzi to do występowania bezdechów i spłyceń oddychania, które mogą trwać nawet kilkadziesiąt sekund. Najczęstszym objawem obturacyjnego bezdechu sennego jest właśnie chrapanie, ale pojawiać się mogą także nadmierna potliwość w nocy, problemy z ponownym zaśnięciem, potrzeba oddawania moczu w nocy, nagłe wybudzenia ze snu - często połączone z uczuciem braku powietrza, niespokojny, przerywany sen. Powoduje to, że osoby chrapiące, czy cierpiące na obturacyjny bezdech senny, po obudzeniu nie są wyspane. Rano cierpią na bóle głowy i odczuwają suchość w ustach, zaś w ciągu dnia pojawiają się u nich nadmierna senność i drażliwość oraz trudności z koncentracją.

A.G.: Czy następstwem tych objawów mogą być poważniejsze schorzenia? Jeśli tak, to jakie?

F.M.S.: Obturacyjny bezdech senny wpływa na cały organizm człowieka, a szczególnie silnie oddziałuje na układ sercowo-naczyniowy. Poprzez występujące w czasie bezdechów wahania ciśnienia tętniczego wewnątrz klatki piersiowej, aktywację współczulną, przerywaną hipoksję, a także zaburzenia mechaniczne, powoduje bardzo wiele schorzeń, m.in. nadciśnienie tętnicze, niewydolność serca, zawały serca, udary mózgu, czy zaburzenia rytmu serca. U pacjentów z obturacyjnym bezdechem sennym znacznie częściej zawały serca i udary mózgu występują w nocy lub we wczesnych godzinach porannych.

A.G.: Czy kierowca, który chrapie stanowi zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego? 

F.M.S.: Zdecydowanie tak. Jak łatwo sobie wyobrazić, senność, zła koncentracja i rozdrażnienie – spowodowane snem przerywanym chrapaniem i bezdechami - prowadzą do problemów, na przykład z prowadzeniem samochodów. Obturacyjny bezdech senny wpływa negatywnie na wydolność fizyczną, intelektualną i zwiększa ryzyko wypadków. Szacuje się, że aż 22% wypadków drogowych powodowanych jest przez nadmierną senność, a 17-19% procent wypadków śmiertelnych wynika z zaśnięcia za kierownicą.

​A.G.: Czy można te schorzenia leczyć? O czym powinni pamiętać kierowcy? 

F.M.S.: Chrapanie, jak również obturacyjny bezdech senny można skutecznie leczyć. Osoby leczone mają nie tylko większy komfort życia, ale nie są też w tak dużym stopniu narażone na wypadki komunikacyjne i choroby serca. Wszyscy kierowcy, zwłaszcza zawodowi, a także ich rodziny powinni zwracać uwagę na chrapanie, które jest objawem obturacyjnego bezdechu sennego. Wykrycie i leczenie choroby nie tylko poprawia ogólny stan zdrowia kierowców, ale także przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa na drogach.

​A.G.: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Kardiolodzy biją na alarm. 20-latkowie narażeni na zawał i udar: 
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kardiolodzy-bija-na-alarm-20-latkowie-narazeni-na-zawal-i-udar/jb05q0

20 godzin za kierownicą ciężarówki

3

W nocy z niedzieli na poniedziałek inspektorzy ITD z Dolnego Śląska przeprowadzili kontrole ciężarówek na terenie powiatu bolesławieckiego. Działania ukierunkowane były na wykrycie manipulacji związanych z czasem pracy kierowców. Na osiem kontroli, aż w 6 przypadkach odnotowano poważne naruszenia. Kierowcy byli przemęczeni, jeździli na „magnesach” oraz cudzych kartach.

Nie trzeba chyba nikogo zbytnio uświadamiać, jakie zagrożenie na drodze stwarza przemęczony kierowca jadący ciężarówką. A tych niestety często zatrzymuje Inspekcja Transportu Drogowego. Tak też było podczas nocnych działań na terenie województwa dolnośląskiego.

Najpierw zatrzymano ciężarówkę, którą prowadziła załoga dwuosobowa. Zamiast dwóch kart, na których osobno powinien rejestrować się czas pracy każdego z kierowców, w tachografie znajdowała się tylko jedna karta. W dodatku należała do właściciela firmy. Kierowcy w ten sposób próbowali ukryć rzeczywisty czas swojej pracy. Własne karty zamierzali włożyć do tachografu dopiero za jakiś czas. W ten nielegalny sposób zyskaliby dodatkowe godziny jazdy.

Kolejny zatrzymany kierowca wykazał się również kompletnym brakiem odpowiedzialności. W tachografie umieścił kartę kolegi. Dokładna analiza jego rzeczywistego czasu pracy wykazała, iż w jednym przypadku prowadził pojazd przez 20 godzin i 23 minuty, odpoczywając w ciągu doby zaledwie 2 godziny i 24 minuty. Poprzednim razem kierował przez 18 godzin i 52 minuty, przy odpoczynku dobowym wynoszącym zaledwie 2 godziny i 14 minut. Nie były to jednak jego jedyne naruszenia. Okazało się, że nie posiada prawa jazdy, gdyż stracił je pod koniec ubiegłego miesiąca za jazdę pod wpływem alkoholu.

Podczas kolejnych czterech kontroli inspektorzy ITD wykryli w  pojazdach ciężarowych tzw. „magnesy”, które fałszowały czas pracy kierowców. W czasie, gdy ciężarówka była w ruchu, tachograf zamiast jazdy rejestrował „odpoczynek”. Co ciekawe, dwa z wyżej wymienionych pojazdów należały do tej samej firmy, a kierowcą jednego z nich był sam przedsiębiorca.

W trakcie czterech godzin działań kontrolnych inspektorzy ujawnili zatem aż sześć przypadków manipulacji w pracę tachografów rejestrujących czas jazdy, przerwy i odpoczynki kierowców. Inspektorzy wszczęli postępowania administracyjne wobec przewoźników oraz nałożyli mandaty karne na kierowców.

Kierowca może spędzić za kierownicą dziewięć godzin dziennie. Dwa razy w tygodniu czas prowadzenia może być wydłużony do dziesięciu godzin.

Zielona fala w Warszawie? Tak, dla piratów drogowych

Puławska

Puławska, Radzymińska, Modlińska. Co łączy te ulice? Na pewno jedno – jeżdżąc po nich zgodnie z przepisami, często trafiamy na czerwoną falę. Pokonanie w niedzielny wieczór trzech kilometrów Puławskiej, wiązało się z zatrzymaniem na dziesięciu czerwonych światłach. Tylko w nielicznych miejscach udało się przejechać na zielonym.

Bardzo dużo skarg kierowców dotyczy tzw. czerwonej fali na ulicy Puławskiej. Postanowiłem to sprawdzić.

Był niedzielny wieczór. Na ulicach mały ruch. Rejestrację przejazdu rozpocząłem od czerwonego światła przed skrzyżowaniem Puławskiej z Domaniewską, zaś skończyłem na czerwonym przed torowiskiem za skrzyżowaniem z ulicą Goworka. W międzyczasie musiałem zatrzymać się na skrzyżowaniach z: Idzikowskiego, Woronicza, Żywnego, Dolną, Dąbrowskiego, Madalińskiego, Rakowiecką i Goworka.

Dzień wcześniej podobny test przeprowadziłem na ulicy Radzymińskiej. Tam na odcinku około 5 kilometrów, czerwone światło zatrzymało samochody na 7 skrzyżowaniach. Na Puławskiej jest zatem dużo gorzej.

Podobne „udogodnienia” dla kierowców są na ulicy Modlińskiej. Jeden z internautów w komentarzu do poprzedniego artykułu ”Las” czerwonych świateł na warszawskich ulicach (
http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/las-czerwonych-swiatel-na-warszawskich-ulicach/sc9q8r
) napisał: ,,Na Modlińskiej (ograniczenie do 60) jest jedna „pradawna metoda” na zieloną falę – jechać ponad 90. Światła działają dokładnie tak samo w dzień, jak o 3 w nocy. Jak okiem sięgnąć żadnego samochodu, a stoimy na każdym czerwonym. I tak przez 15 kilometrów. Chyba, że jedziemy za szybko, wtedy ta sama droga jest pokonana 2-3 RAZY szybciej przy mniejszym spalaniu, bez bezsensownych „postojów”. Słowem sytuacja zachęca kierowców do łamania prawa, bo to jedyne logiczne wyjście z tej sytuacji!”.

Trudno się z naszym czytelnikiem nie zgodzić, choć w żadnym wypadku nie polecam łamania przepisów. Tego robić nie wolno, dla bezpieczeństwa własnego i innych.

Dlaczego zatem tak jest?

Nie dzieje się to przecież w godzinach szczytu i w korkach. Często jest to środek nocy. Stojąc na czerwonym, niejednokrotnie możemy zaobserwować na kolejnym skrzyżowaniu światło zielone. Mało kto jednak na nim przejeżdża, tylko jakieś pojedyncze samochody, które wyjechały z bocznych uliczek. Zdecydowana większość kierowców stoi przecież na poprzednim skrzyżowaniu i czeka, aż zapali się zielone. Jak już sobie ruszą po zmianie świateł, to przed dojazdem do tegoż kolejnego skrzyżowania zapala się…czerwone.

Dlaczego kierowcy jadący przepisową „50″ muszą mieć „pod górkę”, a zieloną falę mają gnający na złamanie karku piraci drogowi? Kierowcy tracą nerwy, cenny czas i pieniądze. Przez to ciągłe zatrzymywanie się samochód przecież więcej pali.

Co na ten temat sądzą internauci?

Od października większe korki w Warszawie?

Rokrocznie od października po Warszawie jeździ się zdecydowanie trudniej. Więcej samochodów, krótszy dzień, gorsza pogoda i coraz większe korki. Czy jest na to jakieś antidotum?

Zbliża się ciężki okres dla zmotoryzowanych w stolicy. Jesień zawsze jest niełatwym czasem dla kierowców. Szybciej zapada zmrok, jezdnie są mokre i śliskie. Nie wszyscy kierowcy umieją się od razu przestawić na to, by jeździć wolniej i uważniej. To może prowadzić do częstszych stłuczek i wypadków.

No i oczywiście jest większy ruch. Część osób wróci właśnie z wrześniowego, niejednokrotnie zagranicznego, urlopu. Po drugie w październiku rozpoczyna się rok akademicki. Wyższych uczelni zaś w stolicy jest zatrzęsienie. Wielu studentów jest zmotoryzowanych, zatem kierowcy na pewno odczują dużą zmianę. Rzecz jasna na niekorzyść. Część studentów wybierze komunikację miejską, co będzie skutkowało większym tłokiem w metrze, autobusach i tramwajach. Inni z powodu tego tłoku „porzucą” zapewne publiczny transport zbiorowy na rzecz własnego samochodu. Nawet za cenę stania w korkach.

Coraz to gorsze warunki pogodowe przełożą się również na mniejszą liczbę rowerzystów dojeżdżających codziennie do pracy. Niektórzy z nich przesiądą się do komunikacji miejskiej, reszta do własnych samochodów.

Większy ruch przekłada się na mniejszą liczbę wolnych miejsc parkingowych w ścisłym centrum. Nawet w okresie letnim bardzo ciężko zaparkować w strefie płatnego parkowania. Od października będzie zapewne jeszcze gorzej.

Jak można zmniejszyć korki? Jedno z prostszych rozwiązań, to umawianie się ze znajomymi z pracy mieszkającymi w pobliżu i jazda w kilka osób jednym samochodem. Można przypuszczać, że jeśli byłaby to akcja zakrojona na szeroką skalę, przyniosłaby odczuwalną poprawę. Korki nieco zmniejszyłyby się i dodatkowo mielibyśmy czystsze powietrze. Kolejne rozwiązanie, chyba najbardziej pożądane, to większa kultura jazdy wśród kierowców.

I na koniec jeszcze jedna przestroga. Ciekawe kiedy spadnie pierwszy śnieg? Czasami nawet w październiku. Pół biedy, jeśli jest to weekend. Dużo gorzej, gdy jeden z roboczych dni tygodnia. Wtedy może dochodzić na drogach do „dantejskich scen”. Pamiętam pierwszy śnieg w Warszawie w 2010 roku. Przejazd z jednej dzielnicy do drugiej zajmował nawet 4-5 godzin. Jeśli śnieg zaskoczy nas przed wyjściem do pracy, przezornie zostawmy samochód w domu. Jeśli przed końcem pracy, lepiej do domu wrócić komunikacją miejską.

Miejmy nadzieję, że letnie remonty i modernizacje warszawskich ulic poprawią nieco sytuację. Pewnie też w jakimś stopniu pomoże otwarcie Mostu Grota-Roweckiego. Na pewno jednak kierowcy nie będą mieli lekko od października. Szczególnie w centrum stolicy i w otaczających go dzielnicach.

Autostradowy koszmar. Kierowcy są bezradni

autostrada

Niemal każdy kto jeździ polskimi autostradami mógł to wielokrotnie zaobserwować. Jazdę z jednostajną prędkością kierowcom samochodów osobowych, przerywają nagle wyprzedzające się ciężarówki. Niektórzy kierowcy tirów potrafią wykonywać ten manewr nawet przez kilka kilometrów, skutecznie blokując ruch na drodze.

O tym problemie słyszymy od dawna. Pojazdy ciężarowe podczas wzajemnego wyprzedzania się, często blokują lewy pas autostrady. Ostatnio sporo jeździłem po kraju i wielokrotnie byłem świadkiem blokowania lewego pasa przez ciężarówki. W ciągu trzech dni zaobserwowałem blisko 50 takich przypadków.

Autostrady to bezpieczne drogi, po których można jeździć szybciej. Kierowcy samochodów osobowych mogą rozwinąć na nich prędkość do 140 km/h, zaś kierowcy ciężarówek o 60 km/h mniejszą. Tym ostatnim nie wystarcza jednak często 80 km/h, muszą pojechać minimalnie szybciej. I wtedy zaczynają się problemy…

Widać, że niektórym kierowcom dużych pojazdów śpieszy się bardziej. Próbują się wzajemnie wyprzedzać. Tylko, że manewr ten z uwagi na fabrycznie zamontowany ogranicznik prędkości wykonują niejednokrotnie nawet przez kilka kilometrów. Przykładowo, jedna ciężarówka jedzie z prędkością 80 km/h, zaś druga o 2-5 km/h szybciej, gdyż prędzej już nie może. Czasem jeden kierowca próbuje wyprzedzić całą kolumnę. Wtedy kierowcy samochodów osobowych mogą zapomnieć o szybszej jeździe na odcinku nawet kilku kilometrów. Co zyska w ten sposób kierowca tira? Raczej nic, bo oszczędność czasu będzie znikoma.

W tym utrudnianiu jazdy innym przeważnie prym wiodą kierowcy zza wschodniej granicy. Często jest to typowa złośliwość w ich wykonaniu, gdy jadą obok siebie z identyczną prędkością przez kilka kilometrów. Podnoszą w ten sposób ciśnienie krwi innym użytkownikom dróg.

Czy jest jakieś rozwiązanie tego problemu? Na niektórych odcinkach autostrad wprowadzono zakazy wyprzedzania dla ciężarówek. Może warto rozważyć postawienie podobnych znaków dodatkowo w innych miejscach? Te wyścigi tirów są często bardzo niebezpieczne. Przykładowo w okolicach węzłów autostradowych utrudnione jest bezpieczne włączanie się do ruchu innych aut, co może prowadzić do wypadków.

Można co prawda ukarać takiego kierowcę mandatem za jazdę z prędkością utrudniającą ruch innym. Kierowcy grozi za to mandat w wysokości od 50 do 200 złotych oraz otrzymuje dodatkowo dwa punkty karne. Sprawca wykroczenia powinien być generalnie złapany na gorącym uczynku.

Niektórzy kierowcy tirów powinni zatem przemyśleć swoje postępowanie. Droga jest jedna i naprawdę nie warto wzajemnie utrudniać sobie życia.

Absurdy na drogach w Warszawie i jej okolicach

sygnalizator - ścieżka

Uczestnicy ruchu drogowego mają często pod przysłowiową „górkę”. Kierowcy, rowerzyści czy piesi niejednokrotnie spotykają na swojej drodze różnego typu „udogodnienia”, które nierzadko przybierają postać absurdów. Mogą utrudniać codzienne poruszanie się po drogach, a w skrajnych przypadkach nawet zagrażać zdrowiu lub życiu ich użytkowników.

Kilka razy opisywałem już różnego rodzaju niedogodności na stołecznych i podwarszawskich drogach. Były to chociażby ścieżki rowerowe z przeszkodami, brak miejsc do parkowania w największym zagłębiu biurowym, czy dziwnie prowadzone remonty ulic (
http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/jak-stracic-zeby-na-sciezkach-rowerowych-w-warszawie/kx5376
). Nie chcę jednak na tym poprzestać.

W dalszym ciągu będę głównie zajmował się Warszawą i podwarszawskimi miejscowościami. Jeżeli zauważyliście jakieś absurdy drogowe, proszę o przesyłanie zdjęć lub filmików. Mogą to być choćby źle ustawione znaki, niewłaściwie zaprojektowane ścieżki rowerowe, nieprawidłowo wytyczone objazdy, nonsensowne ograniczenia prędkości, czy kiepsko zabezpieczone przejazdy kolejowe. Przewinienia zarówno zarządców dróg, jak i ich użytkowników. Przypadki mrożące krew w żyłach, albo zabawne. Poprzez nagłośnienie tych absurdów, możemy wspólnie przyczynić się do ich „metamorfozy”.

Czekam na Państwa zdjęcia lub filmiki. Proszę o ich przesyłanie na maila: absurdydrogowe@onet.pl. Najciekawsze zamieszczę na portalu Onet. W każdym przypadku proszę o przesłanie krótkiego opisu. Zdjęcia mogą być anonimowe, podpisane przez ich autora imieniem i nazwiskiem, samym imieniem lub nickiem. Nadesłanie maila będzie równoznaczne z wyrażeniem zgody na publikację zdjęcia lub filmu na portalu Onet.

Horror na ulicach „Mordoru”

 

 

Studio_20150812_190328

Od kilku dni na ulicach prowadzących do najbardziej znanego warszawskiego zagłębia biurowego kierowcy przeżywają koszmar. W związku z kolejną fazą remontów, między innymi torowiska na skrzyżowaniu Wołoskiej z Marynarską, wyjazd z „Mordoru” dla wielu zmotoryzowanych jest gehenną.

We wtorek w godzinach popołudniowego szczytu komunikacyjnego wyjazd z ulicy Domaniewskiej, przez Suwak i Woronicza do Żwirki i Wigury, zajmował kierowcom ponad godzinę. Ciężkie chwile przeżywają również osoby chcące przedostać się do Południowej Obwodnicy Warszawy. Kłopoty nasiliły się w związku z remontem torowiska na skrzyżowaniu z ulicą Marynarską.

Zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego remont nie jest prowadzony wieczorami i w nocy, kiedy to są dużo korzystniejsze warunki pogodowe? W ciągu dnia, szczególnie przy takich upałach, pracować na budowie jest niezwykle ciężko. Jednak późnym wieczorem i w nocy jest dużo chłodniej. W „Mordorze” nie ma praktycznie bloków mieszkalnych, zatem te remonty nie byłyby uciążliwe dla okolicznych mieszkańców. Wczoraj po godzinie 21 nabudowie nie widziałem nikogo. Sprzęt był unieruchomiony, za to na okolicznych placach budów, gdzie „pną się” do góry nowe biurowce, praca wre. Dlaczego tam robotnicy mogą pracować, zaś przy remontach okolicznych ulic i torowiska, już nie? Czekam na Państwa opinie.

Miejmy tylko nadzieję, że remonty nie przedłużą się i osoby, które wrócą we wrześniu z urlopów nie utkną w gigantycznych korkach.